Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony-dlatego jeśli nie zgadzasz się - opuść stronę !
Gimnazjum nr 5
tel. 13-43-656-07

Ostatni dzwonek zabrzmi niebawem w murach MZS Nr 2 w Krośnie. Będzie to również ostatni dzwonek dla Gimnazjum Nr 5, który dla tej placówki wybrzmiewać już nie będzie. Ostatni Absolwenci opuszczą mury tej szkoły 19 VI 2019r. Pamiętam jeszcze tych pierwszych uczniów, którzy odchodzili w roku 2002.

Przez ten czas Gimnazjum wypuściło jeszcze 16 roczników Absolwentów, których bywało od kilkudziesięciu do ok. 120 w klasach trzecich. Początkowo było to nawet po 4 oddziały!

Placówkę tę tworzyło wielu ludzi, wielu dobrych i bardzo dobrych nauczycieli, w większości młodych, pełnych zapału i niekiedy pozytywnego „szaleństwa”. Od 2005 r. kierowałem nimi i współtworzyłem kierunki rozwoju placówki, przy daleko idącej przychylności i pozostawieniu wolnej ręki przez Dyrektora Zespołu Pana Stanisława Urbowicza. Zawsze pytał interesantów: „Pan/Pani w jakiej sprawie? Do gimnazjum? A, to proszę do dyrektora na górę…”. Pamiętam też jak zasugerowano mu, aby poprawił sprawozdanie, które napisałem do organu kontrolującego, bo moja wersja nie spodobała się panu wizytatorowi. A On zapytał się wówczas: „Ty napisałeś? I tak jest, jak napisałeś? …no to ja poprawiał niczego nie będę”. I nie poprawiał…

Pamiętam pierwszą wielką „rewolucję” i tworzenie klasopracowni. Jedną z najnowocześniejszych była sala projekcyjno kinowa utworzona w zapuszczonej i zaniedbanej piwnicznej sali nr 5. Wówczas pełne zaciemnienie, dźwięk 5.1 z kina domowego (obsługującego zarówno dvd jak i – wtedy jeszcze – kasety VHS), do tego projektor multimedialny i duży ekran oraz boczne oświetlenie dla ekspozycji prac kółka foto. Wówczas (ok. 2007r.) o tę sale ubiegały się podmioty zewnętrzne z myślą o prowadzeniu szkoleń!

A właśnie, Koło foto! Byliśmy… a właściwie pozostaliśmy chyba jedyną szkołą, która posiadała ciemnię i prowadziła zajęcia nie tylko z fotografii cyfrowej ale również analogowej zarówno w procesie negatywowym jak i pozytywowym (współpracowaliśmy z PPSKAKiB w Krośnie, ze szczególnym zaangażowaniem Pana Andrzeja Drozda z tejże placówki). Ciemnia powstała dzięki przychylności i wsparciu ówczesnej Pani Dyrektor Marty Janas. Analogowe fotografie wywoływane i kopiowane w gimnazjalnej ciemni wygrywały ogólnopolskie konkursy. Zdarzało się, że Kółkowicze w piątkowe wieczory opuszczali szkołę przed jej zamknięciem – czyli przed 20.00 (bywali więc w niej – z własnej woli – 12 godzin!). Ale podobnych zajęć dodatkowych było całe mnóstwo: koła przedmiotowe, artystyczne, sportowe, ratownicze, wolontariackie…

Staraliśmy się sprostać zachodzącym zmianom przez tworzenie jak najlepszej bazy i logistyki pracy: systemu przygotowań do egzaminu i konkursów, oraz zaplecza technicznego: pomocy dydaktycznych, projektorów, tablic interaktywnych, itp. I myślę, że w większości obszarów osiągaliśmy wyniki na miarę posiadanego potencjału. Otrzymaliśmy różne tytuły, jak choćby tytuł „Szkoły przyjaznej utalentowanym uczniom”, czy „Szkoły z klasą”, ale – prawdę pisząc – miałem i mam do tych tytułów sporo dystansu…

Dużym zainteresowaniem cieszyły się Dni Otwarte, na które przychodzili szóstoklasiści, mieszkańcy Turaszówki, Polanki i gmin ościennych. Przychodzili Absolwenci i uczniowie. Robiliśmy pokazy i doświadczenia. To były wielkie projekty, choć na samym początku nikt nie używał tego słowa. Nie narzekaliśmy na nabór. Wprawdzie nie selekcjonowaliśmy uczniów, ale w dobie niżu demograficznego spora grupa absolwentów sześcioletnich szkół podstawowych wybierała nasze Gimnazjum. Nabór był jednym z największych sukcesów wspólnej pracy.

A po naborze było dzielenie do klas. Ojej! Co to się działo. Siedzieliśmy najczęściej z p. Mariolą i rozdzielali uczniów starając się zaspokoić wszystkie kryteria. Czasem dzień, czasem dwa. Potem przychodził wrzesień i okazywało się, że ten z tamtym nie będzie, a tamten bez tego nie zostanie. Chodzili do mnie uczniowie, rodzice, a nawet dziadkowie. Część płakała, cześć prosiła, część groziła! A my niewiele mogliśmy zrobić. Powtarzaliśmy jak mantrę: „Przejście do innej klasy na zamianę: chłopak za chłopaka, dziewczyna za dziewczynę” A jak czasem udało się coś załatwić, po paru dniach, to zazwyczaj już nikt nigdzie się przenosić nie chciał!

Przez wiele lat miesiącem szczególnym w Gimnazjum był grudzień. Zdarzało się, że bez żadnej przesady można było go nazywać „miesiącem cudów”. Zdarzało się spontaniczne kolędować po salach, w czasie lekcji, czy podczas bożonarodzeniowych konkursów. Były wieczorne wigilie, „soboty cudów” i słowa które padały, a które bywały dla mnie kompletnym zaskoczeniem – nawet „łotry” same z siebie mówiły „przepraszam” za rzeczy, których nawet nikt im nie zarzucał! Z momentów szczególnych, które pozostaną w mojej pamięci będą też zakończenia roku i rozdania świadectw, kiedy to świeżo upieczeni Absolwenci, a później również i nauczyciele przychodzili do mojego gabinetu i tak gadaliśmy, aż czas zmuszał do rozwiezienia świadectw do szkół średnich.

Miło będę też wspominał spotkania w gronie Koleżanek i Kolegów Nauczycieli, te nieformalne, prywatne. Było ich sporo: od wyjazdów i wycieczek, po ogniska i kuligi, wspólne wigilie, czy zwyczajne „posiadówki” przy kawie – po pracy.

Nawet wizytacja „giertychowych trójek” potwierdziła to, co zawsze wychodziło w dużych badaniach ankietowych, jakie czasem prowadziliśmy: postrzegani byliśmy jako szkoła spokojna z generalnie dobrym klimatem i indywidualnym podejściem do ucznia.

Wspominając historię Gimnazjum Nr 5 wspominam ludzi, którzy tę szkołę tworzyli. Od momentu, w którym pojawiłem się tu jako nauczyciel – czyli w roku 2000, aż do teraz. I mam tu na myśli zarówno nauczycieli z którymi pracuję do dziś, jak również tych, którzy są już na emeryturach, czy tych, którzy na skutek utraty oddziałów gimnazjalnych musieli pożegnać się z Gimnazjum Nr 5 i szukać pracy w innych placówkach – mówiąc po ludzku: tęskno za nimi. Takich nauczycieli jeszcze niestety przybędzie. Należną cześć należy oddać wszystkim, w tym pracownikom administracji i obsługi, bo i Oni odegrali w funkcjonowaniu tej placówki istotną i ważną rolę. Ich praca, często niewidoczna, nieeksponowana była pięknym uzupełnieniem wysiłku całości zespołu szkolnego. W szczególności dziękuję zespołom przedmiotowym i zadaniowym, ich Przewodniczącym i Członkom, zwłaszcza tym, z którymi dyskutowaliśmy wiele godzin nad projektami zmian i modernizacji: były to całe popołudnia, wieczory i (niekiedy) noce. I wspomnę tu też o ludziach w instytucjach nadzorujących i kontrolujących pracę szkoły. Nie będę uprawiał klakierstwa i nie napiszę, że zawsze widziałem szczerą, dobrą wolę. Nie zawsze. Ale spotkałem i poznałem wielu urzędników, którzy zawsze (raz jeszcze to podkreślę: zawsze) odnosili się do mnie z szacunkiem i nigdy nie wątpiłem w ich dobre intencje, nawet wtedy, kiedy nie do końca się zgadzaliśmy. Poznałem takich ludzi w Urzędzie Miasta, w Kuratorium, w sanepidzie, w OSP, w parafii, w policji, w MKS, w MPPP, czy w innych szkołach i ośrodkach – to oczywiście zawsze zasługa konkretnych ludzi z tych placówek.

Wiele pozytywnych wspomnień mam także ze współpracy z Rodzicami. Nie przypominam sobie, aby współpraca z którąkolwiek z Rad Rodziców układała mi się źle. Oczywiście w toku nauki bywały sprawy bardziej i mniej przyjemne, ale generalnie rzecz biorąc z Rodzicami dało się rozmawiać. W zdecydowanej większości była to współpraca udana, oparta na wzajemnym szacunku i dobrych relacjach.

Z uczniami zaś staraliśmy się pracować po „partnersku”. Pamiętam wielorakie „negocjacje” z różnymi Samorządami Uczniowskimi. „Targi” dotyczące dyskotek, imprez szkolnych, zakupu sprzętu, czy wysokości „przywilejów” za wygrany konkurs. Ech, co to były za czasy! Z biegiem lat – co wyznaję z przykrością – kreatywność, samodzielność i zaangażowanie uczniów spadało. Wydaje mi się dziś, że więcej jest obojętności, ale może to różnica pokoleń staje się bardziej wyrazista… może jedno i drugie.

Ufam, że przez wszystkie te lata udało się stworzyć dość szeroką „Rodzinę Gimnazjum Nr 5”. Z przyjemnością zawsze podejmowałem Absolwentów którzy – co trzeba przyznać – dość często i dość licznie mnie odwiedzają. Część z nich odwiedza mnie już zupełnie prywatnie, w moim domu. Niektórzy robią to już ze swoimi rodzinami i dziećmi… Bardzo wielu Absolwentów odwiedza szkołę i nauczycieli systematycznie. To miłe i budujące…

Kończy się okres życia Gimnazjum Nr 5 w Krośnie... Dziękuję Wszystkim z którymi współtworzyłem tę placówkę. Z całą rzeszą ludzi praca ta była wyzwaniem i zaszczytem. Ufam, że większość znajdzie zrozumienie dla błędów, które niewątpliwie musiały się pojawiać przez te wszystkie lata. Bo oczywiście bywały chwile trudne. Zdarzały się porażki, niepowodzenia i sytuacje napięte. Myślę, że bardzo wiele z nich udało się „przekuć” na coś dobrego. Niektóre jednak pozostaną nienaprawione...

Ślad po istnieniu Gimnazjum pozostanie na tysiącach wykonanych fotografii i być może we wspomnieniach tych, którzy byli z Nim związani - oby dobrych…

Z wyrazami szacunku dla całej społeczności Gimnazjum Nr 5 w Krośnie:

Mariusz Świerad

(„Dyrektor od gimnazjum”)